W dzisiejszym wpisie chciałam Wam napisać słów parę o zaufaniu.

Znowu zatem zrobi się książkowo, bo mocno nawiążę do niedawno przeczytanej książki Michała Szafrańskiego, Zaufanie, czyli waluta przyszłości.

Co bardziej uważni zauważyli, że to jedna z nabytych przeze mnie na Warszawskich Targach Książki pozycji. I jak się okazuje, jedna z najcenniejszych.

Blog Michała Szafrańskiego lubię, cenię i od czasu do czasu zaglądam po jakąś informację. Chętnie słucham też Jego podcastu, ale mam za blisko do pracy (może, podobnie jak Michał powinnam pomyśleć nad bieganiem).

O czym jest ta książka, że tak mnie zachwyciła?

O drodze, jaką Michał przebył od chwili, gdy postanowił założyć bloga, ale o wydarzeniach, które miały wpływ na to, kim dziś jest.

To, co mnie osobiście urzekło w Jego historii, to całkowita transparentność. Dzięki temu, że rzetelnie i konsekwentnie pokazuje co robi, jak to robi ale i jakie profity osiąga, oraz jakie dylematy towarzyszyły Mu przez początek blogowania patrzę na swoje własne dokonania w zupełnie inny sposób.

W książce “Zaufanie, czyli waluta przyszłości” wielokrotnie jest podkreślone (z czym zgadzam się w 100%), że to właśnie dzięki temu, że nasze działania wzbudzają zaufanie, budują naszą markę, pozwalają lepiej nas poznać. Bo skoro nasza praca wygląda w taki a nie inny sposób, przyświecają nam pewne wartości, to to, co robimy jest prawdziwe.

Jedną z moich najważniejszych wartości jest autentyczność.

Bycie prawdziwym jest wyzwaniem, bo przecież mogę się schować za słowami i wykreować zupełnie inną osobę niż w rzeczywistości jestem. a tak widzicie mnie w trampkach, z gitarami i książkami za plecami, z szalejącą Misiafką na drugim planie.

Czy autentyczność budzi zaufanie?

Kiedyś, po jednym z moich webinarów, kiedy mocno upadła moja samoocena (poza mną na webinarze obecna była tylko jedna osoba), napisała do mnie jedna z Was. Że to, co robię jest super, że merytoryczne itd, ale że przede wszystkim, klimatycznie i jak zobaczyła te gitary w tle to uwierzyła mi. Po prostu. Ta wiadomość była mi wtedy bardzo potrzebna. Bardzo Ci dziękuję, Magda 🙂

Kiedy więc zaglądacie na mojego bloga, albo na prowadzone przeze mnie webinary, faktycznie widzicie mnie, nie wykreowaną na potrzeby bloga osobę.

Dzięki lekturze książki zdałam sobie sprawę, że ta autentyczność nie jest ważna tylko dla mnie. Tym bardziej mnie to cieszy. Jeśli nie czytałyście jeszcze książki Michała – gorąco Wam polecam, bo poza opisem Jego “drogi do sławy” znajdziecie wiele inspirujących i budujących przykładów, jak się nie poddać, jak walczyć z własnymi słabościami i oporem środowiska, jak być sobą. Michał, dziękuję bardzo za tę petardę motywacyjną.

Klamrą dla tego wpisu będzie ponowne odwołanie się do wykładu Elizy Wydrych-Strzeleckiej, która stojąc przed dużym, blogerskim audytorium otwarcie przyznała, że nie podobało jej się to, że jej blog stał się słupem ogłoszeniowym. Że ona stała się słupem ogłoszeniowym. Że przestało ją bawić sprzedawanie się. Bo w życiu nie chodzi tylko kasę. To też jest uczciwość i odwaga, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie.

Jestem bardzo ciekawa, czy jesteś już po lekturze książki Michała, albo może miałaś okazję posłuchać prelekcji Elizy na tegorocznym See Bloggers. Jakie są Twoje wrażenia? Daj znać, oczywiście w komentarzu 🙂

Tymczasem pozdrawiam,

Agnieszka

error: treść chronione przed kopiowaniem
Shares