See Bloggers 2018 przeszedł do historii. Pierwszy raz w łodzi i pierwszy raz dla mnie.

Niespecjalnie odnajduję się w takich tłumach i zazwyczaj wszelkiego rodzaju konferencje czy zloty traktuję z dystansem. Jednocześnie rzucam samej sobie wyzwania i masochistycznie wysyłam na takie “masowe” imprezy. W ubiegłym roku był to Blog Conference Poznań, w tym See Bloggers.

Mój pobyt w Łodzi otworzył Zlot Interaktywnych zorganizowany przez Olę Gościniak. Chętnie spotkałam się z Nią na żywo, porozmawiałyśmy o naszych planach na przyszłość, poznałam inne Interaktywne. Było super. W dodatku, dla kogoś tak wycofanego jak ja, była to szansa na znalezienie jakiegoś punktu zaczepienia.

Ponieważ przegapiłam porę zapisów na warsztaty, które rozeszły się niczym gorące pączki z Górczewskiej, cały swój program opierałam o prelekcje na głównej scenie. Poziom mnie nie zawiódł. Pierwszego dnia rozpoczęcie z przytupem, czyli Maciej Budzich o śmierci blogosfery, o jej ewolucji i swoistej rewolucji, jaka powinna zadziać się w nas, blogerach. Na koniec odbyło się spotkanie z Kasią Nosowską. Przyznam się, że pewna nieporadność i olbrzymia skromność wraz z dystansem sprawiły, że spotkanie było wspaniałe – popłakałam się ze śmiechu. Mam pewną znajomą, z którą pracowałam kilka lat temu i podobnie jak Kasia Nosowska jest taką uroczą i nieogarniętą osobą – w pewnych kwestiach za to bije innych na głowę (Ruda, to o Tobie). Końcówka dnia to gala z wręczaniem nagród, koncert Nosowskiej i wielka impreza. Było super 😀

Drugi dzień… pomimo zmęczenia i bardzo dołującej pogody udało mi się nie zaspać i uczestniczyć już od pierwszych prelekcji w drugim dniu See Bloggers.

Cieszy mnie to ogromnie, bo mogłam posłuchać wystąpienia Elizy Wydrych-Strzeleckiej. Subiektywnie uważam, że było to najlepsze i najmocniejsze wystąpienie. Dlaczego? Każda konferencja blogerów kręci się wokół kasy. Wokół tego, jak prowadzić rozmowy z agencjami, jak lepiej się sprzedać. Ale, w pewnym momencie stajemy się niewolnikami agencji, reklamodawców, których roszczeniowa (skąd inąd to zrozumiałe) postawa sprawia bardzo często, że czujemy się zmuszani do prowadzenia bloga, do publikowania kolejnych wpisów. W ostateczności jednak, nasz blog i my sami stajemy się zwykłym słupem ogłoszeniowym. Mało kto jest skłonny przyznać się do tego głośno, ba zrezygnować z mega kasy co miesiąc wpływającej na konto po to, żeby pozostać wolnym, niezależnym i pracującym na swoich zasadach.

Eliza bez ogródek wypunktowała niewygodne fakty, podsumowała blogosferę dając jednocześnie wskazówki czego nie robić.

Nie sprzedawać się.

Po prostu. Jeśli marzysz o utrzymywaniu się z bloga, postaraj się stworzyć obok niego coś, co może zazębia się w pewien sposób w prowadzoną tematyką bloga, ale nie uzależniaj się w 100% od bloga, który z pasji przerodzi się w więzienie.

Na koniec na scenie stanął Jurek Owsiak. Pamiętam stare audycje radiowe i telewizyjne, które Jurek prowadził (objawienie zbuntowanej nastolatki) – miał ogromny wpływ na moje muzyczne wybory. To na nich i na programie LUZ się wychowywałam. Pamiętam pierwsze, nieporadne i średnio zorganizowane zbiórki pieniędzy na pierwszy WOŚP – w mojej szkole zbieraliśmy do szklanych słoików. Kiedy dowiedziałam się o Przystanku Woodstock pojechałam zbierać truskawki, żeby pojechać na to wydarzenie – dla mnie pierwszym był ten w roku 1996, w Szczecinie Dąbiu. Na festiwal jeżdżę nadal, niekoniecznie rok w rok, bo nie zawsze mam taką możliwość, ale uważam, że to jedna z najlepszych imprez. Słuchanie o tym, jak powstawał WOŚP i Przystanek Woodstock było świetną wspominką dla mnie, bo dotyczy blisko połowy mojego życia. Sam Jurek Owsiak – petarda, tak bardzo pozytywna, tak niesamowita i zaskakująca jak słoneczniki wysiewane na Woodstockowym polu namiotowym 🙂

Jeszcze słów parę o Łodzi, której nie miałam okazji poznać zbyt dobrze, bo większość czasu spędziłam na terenie EC1. Ale… Łódź jest tak bardzo podoba do mojej ukochanej warszawskiej pragi, że ach.

Zachwycona jestem! Piękne murale, piękne kamienice, nawet te, które się rozpadają. Zderzenie dwóch światów: nowego, szklanego, którym zachwycał się Seweryn Baryka i starego, przepełnionego historią, robotniczego i prostego. To oczywiście pierwsze wrażenie, a nie miałam okazji zagłębiać się za bardzo w Łódzkie ulice. No i Piotrkowska… Warszawa ma Krakowskie Przedmieście, które o 23:30 powoli się zamyka i idzie spać, a Łódź ma Piotrkowską, która tętni życiem. Pulsuje rytmicznie całą noc, powoli usypiając nad ranem. Czułam zazdrość. Mam cichą nadzieję, że ukochana Ząbkowska kiedyś stanie się taką praską Piotrkowską.

Małe podsumowanie 🙂 Na See Bloggers zabrakło mi trochę większej ilości merytorycznych materiałów, większość spotkań była bardzo powierzchowna i zmierzająca do komercjalizacji. Może, gdyby nie było to tak nachalne byłoby milej. Ogromny plus za organizację (aplikacja wymiata). Parę spotkań zostało mi w głowie i mam teraz czas na przemyślenia, weryfikację swoich działań i strategii. Jeśli zapytacie, czy pojadę w przyszłym roku. Jeszcze tego nie wiem.

Tymczasem pozdrawiam,

Agnieszka

error: treść chronione przed kopiowaniem
Shares