Dość długo odkładałam temat prezentów dla potencjalnych subskrybentów, ale w końcu postanowiłam rozprawić się z nim. Lead magnet w RODO. Czy rola tego narzędzia nadal jest tak mocna, jak to było do tej pory? A jak się ono ma w kontekście RODO?

Nie jest żadną tajemnicą, że w znacznej mierze budowa naszych newsletterów opierała się i nadal opiera o rozdawnictwo. W zamian za pozostawiony adres email przesyłaliśmy naszym subskrybentom wszelkiego rodzaju przydasie czy narzędzia, które były odpowiedzią na frapujący w danym momencie problem.

Czyli: Ty dasz mi swój adres email, a ja dam Ci w zamian prezent. Ty cieszysz się z prezentu, a ja z nowego subskrybenta mojego newslettera. I taki układ ulał, i śmigał, a każdy był zadowolony. Dlaczego? Bo do tej pory, gdy oferowaliśmy ów przygotowany w pocie czoła prezent, zmuszaliśmy (zazwyczaj) owego potencjalnego subskrybenta do udzielenia nam zgody na komunikację marketingową. Bo dotychczasowa zgoda łączyła w sobie niczym szampon Wash & Go wszystkie zgody. W dodatku bez jej udzielenia nie można było wysłać formularza, ponieważ była obligatoryjna.

Od 25 maja zapisy ustawy o RODO wywróciły dotychczasową logikę tak pozyskiwanych leadów i zgód, jak i samego rozdawnictwa.

Otóż, w myśl nowych przepisów nie możemy stosować jednej, ogólnej zgody obejmującej swoimi zapisami zgody na przetwarzanie danych osobowych, zgody marketingowej czy zgody na otrzymywanie newslettera. Oznacza to, że na formularzach zapisu do newslettera powinny znaleźć się osobne checkboxy z osobnymi treściami, wyraźnie wskazującymi na dany obszar, jaki obejmuje.

Nie można również wymuszać udzielanych zgód. Żadna z nich zatem nie może zawierać osławionej gwiazdki z informacją, że zaznaczenie jej jest wymagane.

Co to oznacza w kontekście używanych przez nas prezentów dla subskrybenta? Przypomnę Ci opisaną już wcześniej sytuację: Ty dasz mi swój adres email, a ja dam Ci w zamian prezent. Tak było do 24 maja 2018 roku. Obecnie proces ten wygląda następująco:

Ty dajesz mi swój adres email, a ja daję Ci mój prezent. Ty cieszysz się z prezentu, ale ja niekoniecznie, bo w zależności od oznaczonych przez Ciebie zgód mam nowego subskrybenta albo nie. Mogą się bowiem pojawić następujące scenariusze:

  • udzielasz mi swojej zgody na przetwarzanie danych osobowych i na otrzymywanie informacji marketingowych – JUPI! taki stan jest najbardziej pożądany, bo nie dość, że mogę wysłać do Ciebie sowę z newsletterem, to w dodatku mogę dorzuć info o jakimś moim (choć nie tylko) produkcie lub usłudze.
  • udzielasz mi zgody na przetwarzanie danych osobowych – to nadal fantastyczna sprawa, bo mogę się z Tobą kontaktować i słać newslettery na sowich skrzydłach.
  • udzielasz mi zgody na otrzymywanie informacji marketingowych – to jest moment pozornej radości. No tak, mam zgodę marketingową, ale co z tego, że ją mam, skoro nie mogę przetwarzać Twoich danych? Nie otrzymasz ode mnie żadnych informacji.
  • nie udzielasz mi żadnej zgody – masz takie prawo i ja to szanuję. W mojej bazie nowe, pozyskane po wejściu RODO adresy email muszą mieć przynajmniej zgodę na przetwarzanie danych osobowych. Jeśli takowej nie ma, usuwam taki adres z listy subskrybentów. Bo nie mogę go przetwarzać, a ponieważ dbam o jakość posiadanej bazy nie trzymam rekordów nie do wykorzystania. Oznacza to, że nie pompuję sztucznie swojej bazy subskrybentów.

Czy można się pokusić o na małą refleksję?

Od maja minęło już prawie pół roku. Nadal znaczna liczba formularzy zachęcająca do zapisania się na newsletter wymusza udzielanie zgód uzależniając od nich otrzymanie obiecanego gratisu. Nie czepiam się, bo przecież każdy ma własny rozum. Raz grzecznie zwróciłam uwagę właścicielce bloga, że nie tędy droga i aby uniknąć problemów dobrze by było, gdy dostosowała się do nowych przepisów. Bywam wredną małpą (w końcu bycie zodiakalnym skorpionem zobowiązuje) ale nie lubię się kłócić. Udzielono mi reprymendy i miłej, dosadnej w formie odpowiedzi, żebym pilnowała swojego nosa, bo to nie moja sprawa. No fakt. Moim podwórkiem jest to miejsce i faktycznie się zagalopowałam. Na szczęście przede mną dopiero egzamin na Inspektora Ochrony Danych osobowych, więc jeszcze się nie znam 😉

Zatem czule pozdrawiam wszystkich moich czytaczy, których do niczego nie zmuszam, a zwłaszcza do udzielania zgód podczas dołączania do listy moich subskrybentów.

Agnieszka

error: treść chronione przed kopiowaniem
Shares